← Wszystkie poradniki

Rozwój produktu

Jak zbudować koncepcję produktu kosmetycznego: od pomysłu do specyfikacji

Zaktualizowano 14 min czytaniaTłumaczenie AI
Jak zbudować koncepcję produktu kosmetycznego: od pomysłu do specyfikacji

Koncepcja produktu kosmetycznego to praca strategiczna, która mieści się między pomysłem na produkt a briefem.

Pomysł brzmi: „chcę zrobić serum do twarzy”.

Koncepcja produktu to pełna odpowiedź na pytania: dla kogo jest to serum, jaki problem rozwiązuje, jaki efekt daje i jak wpisuje się w większą całość marki.

Brief pisze się wtedy, gdy koncepcja jest już jasna. Koncepcja to myślenie, dzięki któremu brief w ogóle warto napisać.

Większość osób zakładających pierwszą własną markę przeskakuje z pomysłu prosto do briefu, a widać to w próbkach, które dostają trzy miesiące później.

Po 30 latach w branży hair and beauty, ostatnio w kosmetykach private label (produkcja pod marką klienta), mogę powiedzieć, że to zdecydowanie najczęstszy powód, dla którego pierwszy produkt chybia celu.

Rzadko jest to wina producenta. Koncepcja po prostu nigdy nie została porządnie zdefiniowana, zanim powstał brief.

Ten przewodnik prowadzi przez proces budowania koncepcji z perspektywy założyciela marki. Nie technologa, nie producenta.

Właśnie założyciela.

Czym jest koncepcja produktu kosmetycznego?

Warto zdefiniować to precyzyjnie, bo słowo „koncepcja” bywa w tej branży używane bardzo swobodnie.

Koncepcja produktu kosmetycznego to strategiczna definicja tego, czym produkt jest, dla kogo powstaje, co robi i dlaczego istnieje jako część konkretnej marki.

Nie ma w niej szczegółów receptury, wykazu INCI ani specyfikacji opakowania.

Jest w niej wszystko to, co poprzedza tamte decyzje.

Koncepcja odpowiada na sześć pytań:

  1. Kim konkretnie jest klient docelowy?
  2. Jaki problem ten produkt mu rozwiązuje?
  3. Jaki efekt zobaczy i w jakim czasie?
  4. Dlaczego ten produkt pasuje do tej marki, a nie do cudzej?
  5. Co go odróżnia od tego, co już jest na rynku?
  6. Czy da się go komunikować w więcej niż jednym ujęciu?

Ciekawsze jest to, czego na tej liście nie ma.

Nie ma pytania „jakich składników użyć?”.

Nie ma pytania „jaką ma mieć konsystencję?”.

Nie ma pytania „jak ma wyglądać opakowanie?”.

To pytania z poziomu briefu. Przychodzą później.

Koncepcja to odpowiedź strategiczna. Brief to jej przekład na język techniczny. Większość właścicieli marek miesza jedno z drugim i traci na obu.

Kiedy koncepcja jest jasna, brief pisze się niemal sam. Kiedy koncepcja jest mglista, brief pełen jest domysłów, a producent musi je jakoś zinterpretować. Pierwsze próbki wracają bezbarwne, bo powstały na założeniach, których założyciel nigdy nie przyjął.

Tych sześć pytań to strategiczny rdzeń koncepcji. Przy przekładzie na pisemny brief, z którego producent ma pracować, sekcji będzie więcej (kontekst biznesowy, format, ceny, oświadczenia, punkty odniesienia), bo to właśnie te szczegóły operacyjne zamieniają strategię w coś wykonalnego.

Pełna struktura briefu czeka w dalszej części przewodnika. Najpierw pytania podstawowe.

Ile kosztuje pominięcie pracy nad koncepcją

Ten schemat powtarza się na moich oczach raz za razem.

Założyciel marki dzwoni do producenta ze zdaniem „chcę zrobić serum nawilżające do skóry suchej”.

Producent musi zamienić to na recepturę, więc luki uzupełnia sam.

Zakłada profil klienta. Zakłada poziom ceny. Zakłada konsystencję. Zakłada kierunek zapachowy.

Trzy miesiące później założyciel dostaje próbki.

Próbki są technicznie dobre. Receptura jest stabilna, konsystencja w porządku.

Tylko że produkt nie należy do żadnej całości.

Bo faktycznie nie należy.

Powstał na założeniach producenta, a nie na prawdziwej koncepcji.

Założycielowi zostają trzy wyjścia i żadne nie jest dobre.

Przyjąć bezbarwny produkt i próbować sprzedać go w takiej postaci.

Przejść jeszcze dwie lub trzy rundy poprawek, które kosztują pieniądze i czas.

Albo zacząć od zera, z porządną koncepcją.

Całego problemu dałoby się uniknąć dzięki dwóm lub trzem tygodniom pracy nad koncepcją, jeszcze przed pierwszym telefonem do jakiegokolwiek producenta.

Kim naprawdę jest klient docelowy?

Pierwsze pytanie każdej koncepcji produktu dotyczy osoby, która produkt kupi i będzie go używać.

Kategoria to nie osoba.

„Kobiety w wieku 25-45 lat zainteresowane pielęgnacją skóry” to dane demograficzne, a nie klient docelowy. Na samej demografii koncepcji produktu się nie zbuduje.

Klient docelowy jest zdefiniowany dobrze wtedy, gdy przy czytaniu opisu da się zobaczyć jedną konkretną osobę.

Pułapka myślowa, w którą wpada większość założycieli

Jedna pułapka wraca tu częściej niż wszystkie inne.

Większość założycieli wchodzących w private label to pasjonaci kosmetyków lub profesjonaliści z branży beauty. To atut. Daje im realną wiedzę.

Rodzi jednak ryzyko.

Pasjonaci i profesjonaliści budują zwykle produkty dla siebie, a nie dla grupy docelowej.

Entuzjastka pielęgnacji z 45-minutową rutyną projektuje serum dla innych entuzjastek.

Fryzjer zakochany w zabiegach intensywnych projektuje maskę dla innych profesjonalistów.

Kosmetyczka z głęboką wiedzą o składnikach projektuje krem dla innych kosmetyczek.

Prawdziwa szansa leży prawie zawsze gdzie indziej.

U klientki, która nie ma 45 minut.

U klientki, która chce mieć piękne włosy bez wywracania swojej rutyny do góry nogami.

U klientki, której chemia nie interesuje, bo chce po prostu, żeby zadziałało.

Własna ekspertyza to wiarygodność i jakość. Ale ekspertyza to nie to samo co wiedza o tym, czego chce grupa docelowa.

Zanim zacznie się definiować klienta, trzeba oddzielić „to, co ja uwielbiam” od „tego, czego potrzebuje moja grupa docelowa”. To dwie różne rzeczy.

Co naprawdę zawiera użyteczna definicja klienta

Definicja klienta docelowego na potrzeby koncepcji produktu kosmetycznego powinna zawierać te elementy.

Dane demograficzne. Przedział wieku, płeć, poziom dochodów, lokalizacja. To część najłatwiejsza.

Obecne zachowania. Z jakich produktów ta osoba korzysta dzisiaj? Jak wygląda jej rutyna? Ile czasu jej poświęca?

Problem deklarowany. Co ta osoba odpowie zapytana, co chciałaby poprawić w swojej skórze lub we włosach?

Pragnienie ukryte. To ten element, który umyka większości założycieli.

Prawdziwy powód zakupu kosmetyku prawie nigdy nie jest tym, co pada na głos.

Kto mówi „chcę mieć zdrowszą skórę”, często chce „czuć się atrakcyjnie i nie wyglądać, jakbym się starała”.

Kto mówi „chcę mieć mocniejsze włosy”, często chce „czuć się młodo, energicznie, mieć wpływ na to, jak wyglądam”.

Kto mówi „chcę naturalnych składników”, często chce „przestać mieć wyrzuty sumienia z powodu tego, co nakładam na ciało”.

Problem deklarowany mówi, na co ta osoba zareaguje w reklamie.

Pragnienie ukryte mówi, co sprawi, że wróci po kolejny zakup.

Co już kupiła i odstawiła. To mówi, czego nie robić. Jeśli grupa docelowa ma za sobą pięć serum nawilżających i żadne nie zadziałało, szóste serum nawilżające wyglądające jak poprzednie pięć problemu nie rozwiąże.

Gdzie spędza czas. W sieci i poza nią. To przyda się później w marketingu, ale kształtuje też sam produkt. Klientka kupująca głównie na Amazonie potrzebuje innej architektury produktu niż ta, która kupuje w salonie.

Na jakich personach klienta oprzeć koncepcję?

Wśród marek, które wprowadzałem na rynek, kilka typów klienta wraca regularnie. Grupa docelowa może pasować do jednego z nich, łączyć dwa lub być czymś zupełnie innym.

Rzecz w tym, żeby zobaczyć jedną konkretną osobę, a nie wybrać pozycję z listy.

Klientka salonu lub spa. Wchodzi do fizycznego punktu usługowego i poddaje się zabiegowi.

Już inwestuje w swój wygląd i już płaci za usługę profesjonalną.

Ufa rekomendacji profesjonalisty bardziej niż reklamie. Budżet od średniego do wysokiego.

To klientka, która kupuje osobiście u swojej fryzjerki, kosmetyczki lub stylistki paznokci, często na koniec wizyty. Cen w internecie nie porównuje. Kupuje, bo poleciła jej to specjalistka.

Kupująca w e-commerce. Trafia na produkty przez wyszukiwarkę, reklamy w mediach społecznościowych i recenzje.

Czyta wykazy składników. Porównuje ceny. Decyduje szybko, kiedy coś do niej przemawia.

Kupuje niemal wyłącznie w internecie, często na Amazonie lub w sklepie marki na Shopify. Do sklepu stacjonarnego wchodzi rzadko, chyba że markę już zna.

Budżet szeroki, zależnie od pozycjonowania.

Klientka sklepu stacjonarnego. Odkrywa produkty w sklepie stacjonarnym. W aptece, w perfumerii, w domu towarowym, w butiku specjalistycznym.

Widzi produkt na półce, bierze go do ręki, czyta etykietę.

Decyduje w niecałe dwie minuty, często bez wcześniejszego sprawdzania. U tej klientki największy ciężar biorą na siebie opakowanie i pozycjonowanie, bo przed decyzją nikt nie czyta strony marki.

Obserwująca influencera. Odkrywa produkty przez osobistą więź z twórcą treści.

Ufa osobie, a nie marce (na razie).

Kupuje, bo chce efektu obiecanego przez influencera lub dlatego, że chce poczuć się bliżej niego. Zwykle kupuje przez link w poście lub w opisie profilu.

Budżet zależy od grona odbiorców influencera.

Kupująca hybrydowo. Do jednej decyzji zakupowej używa kilku kanałów.

Widzi produkt w mediach społecznościowych. Czyta recenzje na Amazonie. Pyta o niego swoją fryzjerkę. Kupuje ostatecznie w aptece.

Ta klientka trafia się na tyle często, że większość marek i tak ją obsługuje, planowo czy nie. Nie jest wierna jednemu kanałowi. Korzysta ze wszystkich.

Na klienta docelowego składają się trzy rzeczy: kto kupuje produkt, jak go kupuje i gdzie spotyka go po raz pierwszy.

Każda persona kształtuje koncepcję inaczej.

Produkt dla klientek salonu musi zadziałać widocznie już podczas usługi, bo klientka zobaczy różnicę zaraz po zabiegu.

Produkt dla kupujących w e-commerce musi dobrze wychodzić na zdjęciach i dawać realny efekt w pierwsze dwa tygodnie, bo to recenzje napędzają kolejne zakupy.

Produkt dla klientek sklepów stacjonarnych musi mieć opakowanie, które przekaże korzyść w pięć sekund, bo czas przy półce jest krótki.

Produkt dla obserwujących influencerów musi wyróżniać się wizualnie, bo pokaże się w treściach.

Produkt dla kupujących hybrydowo musi mieć to wszystko naraz i właśnie dlatego budowanie pod ten typ daje zwykle produkty najmocniejsze, choć jest też najtrudniejsze.

Od koncepcji do briefu: struktura dokumentu

Kiedy koncepcja jest już jasna, do producenta trafia brief.

Koncepcja to myślenie. Brief to zapis.

Brief to dokument, który czyta producent. Musi być jasny, kompletny i na tyle konkretny, żeby technolog mógł na nim pracować bez cotygodniowych pytań o podstawy.

Oto struktura, którą polecam debiutującemu założycielowi marki przy pisaniu briefu koncepcji.

Sekcja 1: kontekst biznesowy i prawny

Trzy informacje, których producent potrzebuje, zanim w ogóle zacznie pracę.

Gdzie firma ma siedzibę prawną?

Gdzie produkt będzie produkowany? To przesądza o oznaczeniu „made in” na etykiecie i o przepisach, którym podlega producent.

Gdzie produkt będzie sprzedawany? W UE, w Zjednoczonym Królestwie, w USA czy na kilku rynkach naraz?

Każdy z tych regionów ma inne wymogi.

UE wymaga dokumentacji produktu i zgłoszenia w portalu CPNP. Wielka Brytania wymaga zgłoszenia w systemie SCPN. Stany Zjednoczone wymagają rejestracji w ramach ustawy MoCRA.

Przy sprzedaży w więcej niż jednym regionie od pierwszego dnia producent musi zbudować produkt pod najostrzejszy z tych standardów.

Szerzej rozwija to pełny przewodnik po opracowaniu produktu, ale do briefu koncepcji te trzy odpowiedzi muszą być gotowe od razu.

Sekcja 2: profil klienta docelowego

Jeden akapit opisujący prawdziwą osobę, a nie dane demograficzne.

Powinny się w nim znaleźć obecne zachowania, problem deklarowany i pragnienie ukryte pod spodem.

Do tego miejsce zakupu i sposób, w jaki ta osoba odkrywa nowe produkty.

Klientka salonu? Trzeba to napisać. Kupuje głównie na Amazonie? Napisać. Chodzi do aptek? Napisać. Obserwuje określony typ twórców treści? Napisać.

Producent użyje tego do skalibrowania profilu sensorycznego, kierunku opakowania i formatu.

Produkt dla 52-letniej kobiety wchodzącej do włoskiej apteki po „coś na przerzedzone włosy po menopauzie” powstaje inaczej niż produkt dla 34-letniej kobiety, która odkryła markę na Instagramie i chce, „żeby włosy wyglądały jak po dwudziestce”.

Ten sam problem funkcjonalny. Zupełnie inne produkty.

Jeśli przy czytaniu tej sekcji widać jednego żywego człowieka, brief działa.

Jeśli pod piórem wychodzi „kobiety w wieku 30-50 lat zainteresowane pielęgnacją włosów”, lepiej wrócić do pracy nad klientem, zanim cokolwiek pójdzie dalej.

Sekcja 3: problem i efekt

Problem to rzecz, którą klient chce poprawić.

Efekt to rzecz, którą klient zobaczy po użyciu produktu: w konkretnym czasie i w miarę możliwości mierzalna.

„Nawilża skórę” to nie jest efekt.

„Widoczne zmniejszenie uczucia ściągnięcia i łuszczenia w ciągu 7 dni stosowania dwa razy dziennie” to jest efekt.

Pierwszego nie da się zweryfikować badaniem. Drugie owszem. Ma to znaczenie dla produktu, a jeszcze większe dla oświadczeń marketingowych, które będzie wolno stosować.

Sekcja 4: kategoria i rola produktu flagowego

Czym ten produkt jest? Serum, kremem, szamponem, maską.

Czy to produkt flagowy linii, czy produkt uzupełniający?

Produkt flagowy opowiada historię marki. To po niego klientka przychodzi do marki. Produkty uzupełniające przedłużają efekt, poprawiają działanie całej rutyny lub rozwiązują problemy pokrewne.

Pierwsze wprowadzenie na rynek to jeden produkt flagowy i od dwóch do czterech produktów uzupełniających. Nie osiem, nie piętnaście.

Dla briefu koncepcji ma to znaczenie, bo flagowy dostaje więcej uwagi przy recepturze, wyższy budżet na badania i zwykle opakowanie premium. Produkty uzupełniające buduje się tak, żeby flagowy wspierały, a nie żeby z nim konkurowały.

Sekcja 5: format i kanał

Pojemność detaliczna czy profesjonalna?

Pojemności detaliczne idą mniej więcej od 30ml do 500ml, zależnie od rodzaju produktu. Pojemności profesjonalne od 1 litra do 10 litrów.

Każda z nich pociąga za sobą inny kanał dystrybucji, inny format opakowania i inny przedział MOQ.

Sprzedaż do konsumenta końcowego: detaliczna.

Sprzedaż do salonów jako linia profesjonalna: profesjonalna.

Jedno i drugie naraz to dwie linie, dwa formaty opakowań i dwie strategie.

Na pierwszy start wybiera się jedno.

Sekcja 6: poziom ceny i pozycjonowanie

Zakładana cena detaliczna dyktuje to, co jest możliwe w recepturze.

Żeby marże w private label się spinały, cena detaliczna podzielona przez 4 lub 5 wyznacza maksymalny koszt wytworzenia jednej sztuki, razem z opakowaniem.

Przy cenie detalicznej 35 EUR/USD koszt jednej sztuki musi zejść poniżej mniej więcej 7-8 EUR/USD. (Wszystkie przykłady cenowe w tym artykule są szacunkami orientacyjnymi i różnią się w zależności od producenta, regionu i zakresu projektu.)

Ta liczba rządzi wszystkim, co jest dalej. Składnikami, po które producent może sięgnąć. Opakowaniem, na które starczy budżetu. Badaniami, które da się opłacić.

Rachunek idzie wstecz, od ceny detalicznej. Nie ma co liczyć na cenę premium przy recepturze budżetowej.

Sekcja 7: oświadczenia o produkcie

Warto wypisać każde oświadczenie, jakie mogłoby się pojawić na produkcie. Nie tylko te pewne.

„Wegański”. „Cruelty free”. „Testowany dermatologicznie”. „Odpowiedni do skóry wrażliwej”. „Bez niklu”. „Bez silikonów”. „Hipoalergiczny”.

Producent wróci z informacją: część oświadczeń jest darmowa, bo pokrywa je sama receptura, część wymaga płatnych badań, a część zewnętrznej certyfikacji.

Wiedza o tym z góry chroni przed najdroższym błędem w opracowaniu produktu: dopisaniem oświadczenia wtedy, gdy produkt jest już w produkcji.

Sekcja 8: zapach, konsystencja, profil sensoryczny

Jakie ma być odczucie na skórze? Lekkie, bogate, szybko wchłaniające się, kremowe?

Jaki zapach, a może bez zapachu?

Jakie mają być wrażenia podczas stosowania?

To miejsce, w którym założyciel wnosi do koncepcji własny gust.

To także miejsce, w którym pojawia się pułapka opisana wcześniej.

Profilu sensorycznego nie projektuje się pod własne upodobania, jeśli rozmijają się one z grupą docelową.

Niezależnie od oświadczeń (sekcja 7) to również właściwe miejsce na wskazanie kluczowych składników, z którymi produkt ma się kojarzyć w opowieści marki. Nie jako instrukcja dla chemika, tylko jako składniki, które wyeksponuje marketing.

Przewodnik po składnikach kosmetycznych rozdziela składniki aktywne o realnym działaniu od tych sprzedawanych głównie marketingiem.

Sekcja 9: wzorce i punkty odniesienia

Wybiera się trzy produkty konkurencji godne szacunku. I trzy, które szacunku nie budzą.

Do każdego z nich jedno zdanie o mocnej stronie i jedno o tym, czego mu brakuje.

To daje producentowi ramę odniesienia.

„Chcemy czegoś z rodziny konsystencji X, w kierunku zapachowym Y, ale pozycjonowanego pod klientkę, której X i Y nie obsługują”. To jest użyteczne.

„Chcemy czegoś premium i naturalnego” użyteczne nie jest.

Sprawdzenie koncepcji przed wysłaniem briefu

Zanim brief pójdzie do jakiegokolwiek producenta, koncepcja musi przejść trzy testy.

Test 1: test Creative Juice

Czy ten produkt da się komunikować w co najmniej dwóch, a najlepiej trzech lub więcej różnych ujęciach?

Szampon zwiększający objętość można komunikować jako rozwiązanie dla włosów cienkich i bez życia.

Jako alternatywę dla salonu, dla osób zajętych. Jako wybór dla zmęczonych zmianą szamponu co pół roku. Jako naturalną objętość dla tych, którzy nie znoszą kosmetyków do stylizacji.

Cztery ujęcia. Mocny Creative Juice.

Serum nawilżające, które da się komunikować wyłącznie jako „nawilża skórę”, ma tylko jedno ujęcie.

To jest ryzyko marketingowe.

Reklama wypala pojedyncze ujęcie szybko, a kiedy się wyczerpie, koszt pozyskania nowego klienta rośnie aż do momentu, w którym produkt przestaje się opłacać.

Jeśli koncepcja ma tylko jedno ujęcie w komunikacji, trzeba do niej wrócić, zanim zapadnie decyzja o opracowaniu produktu.

Test 2: sprawdzenie niszy

Czy koncepcja jest na tyle konkretna, żeby się wyróżnić, a jednocześnie na tyle szeroka, żeby zapewnić wolumen sprzedaży?

„Produkty do włosów” to za szeroko.

„Szampon organiczny dla rudych po 50. roku życia mieszkających na wsi” to za wąsko.

„Produkty do włosów kręconych ze składnikami naturalnymi” są jednocześnie konkretne i szerokie.

Koncepcja za szeroka nie ma powodu, żeby istnieć. Koncepcja za wąska nie wygeneruje sprzedaży wystarczającej do utrzymania firmy.

Oba sposoby na porażkę kosztują w opracowaniu tyle samo. Lepiej się upewnić, że koncepcja nie wpada w żaden z nich.

Test 3: dopasowanie do marki

Czy ten produkt należy do budowanej marki, czy jest przypadkowym produktem z jej logo?

Serum do twarzy, balsam do ciała, szampon i maska do stóp to cztery niepowiązane produkty, które łączy logo, a nie marka.

Produkt flagowy razem z produktami uzupełniającymi powinien tworzyć spójny system. Każdy produkt musi mieć powód obecności inny niż „chcieliśmy zapełnić linię”.

Jeśli nie da się w jednym zdaniu wyjaśnić, dlaczego ten produkt należy do marki, koncepcja nie jest gotowa. Klientka poczuje ten rozjazd, zanim zdąży go nazwać.

Ostatnie sprawdzenie na chłodno

Kiedy wszystkie trzy testy wypadną dobrze, zostaje jeszcze jedno sprawdzenie, które robię z każdym klientem.

Napisać brief koncepcji. Zamknąć dokument. Odłożyć go na trzy dni. Wrócić do niego.

Czy przy ponownej lekturze nadal się broni?

Czy klient docelowy wydaje się prawdziwy? Czy efekt wydaje się osiągalny? Czy produkt nadal wygląda na coś, co ta osoba kupi w ustalonej cenie?

Jeśli tak, brief idzie do producenta.

Jeśli nie, trzeba go poprawić, zanim cokolwiek wyjdzie. Poprawienie koncepcji nie kosztuje nic. Poprawienie receptury kosztuje tysiące euro i tygodnie opóźnienia.

Kiedy koncepcja jest sprawdzona, a brief gotowy, kolejną decyzją jest wybór producenta. To osobny problem z własną logiką, który rozwija przewodnik po wyborze producenta kosmetyków.

Najczęstsze pytania

Jak długi powinien być brief koncepcji produktu kosmetycznego?

Od trzech do sześciu stron na jeden produkt. Dość długi, żeby jasno pokryć wszystkie dziewięć sekcji. Dość krótki, żeby producent przeczytał go w niecałe piętnaście minut i wrócił z sensownymi pytaniami. Brief powyżej dziesięciu stron zwykle miesza koncepcję ze specyfikacją techniczną, a tę ma proponować producent, nie założyciel.

Czy dla każdego produktu w linii trzeba pisać osobną koncepcję?

Tak. Każdy produkt ma swojego klienta docelowego, swój problem, swoje oświadczenia. Strategia na poziomie marki zostaje ta sama, ale każdy produkt ma swój własny dokument koncepcji. Produkty uzupełniające będą krótsze i prostsze niż flagowy, a mimo to każdy dostaje własny brief.

Czym różni się koncepcja produktu od briefu produktu?

Koncepcja to praca strategiczna: dla kogo produkt jest, co robi, dlaczego istnieje. Brief to dokument, który przekłada koncepcję na coś, z czym producent może pracować. Koncepcja jest pierwsza. Brief jest jej wynikiem.

Czy brief koncepcji można napisać samemu, czy potrzebny jest konsultant?

Można napisać go samemu i większość założycieli tak robi. Ważniejsze od autora jest to, czy praca nad koncepcją została odrobiona, zanim brief powstał. Brief napisany w jedno popołudnie, bez myślenia koncepcyjnego, da bezbarwne próbki. Brief napisany w dwa tygodnie, z prawdziwą pracą nad koncepcją, da próbki celne.

Co zrobić, mając pomysł, ale nie wiedząc jeszcze, kim jest klient docelowy?

To znaczy, że koncepcji jeszcze nie ma. Jest pomysł. Trzeba wrócić do pracy nad klientem, zanim cokolwiek innego ruszy. Bez jasnego klienta docelowego każda inna decyzja w koncepcji jest zgadywaniem. Szczegółowo rozwija tę pracę u podstaw tekst czym naprawdę są kosmetyki private label.

Czy koncepcja ma zawierać składniki i szczegóły receptury?

Nie. Koncepcja zostaje na poziomie strategicznym. Składniki i receptura to teren producenta. Wpisanie konkretnych składników do koncepcji krępuje technologa, zanim zdąży zaproponować rozwiązanie najlepsze dla zakładanego efektu. W koncepcji jest miejsce na punkty odniesienia i oczekiwane działanie, a nie na szczegóły INCI.

Czy koncepcję można zmienić po rozpoczęciu prac?

Można, ale kosztuje to pieniądze i czas. Każda zmiana w koncepcji pociąga zmiany w briefie, a każda zmiana w briefie pociąga zmianę receptury. Dwie lub trzy rundy poprawek to norma. Powyżej tego produkt nie jest już dopracowywany, tylko budowany od nowa. Żeby uniknąć późnych zmian, koncepcję sprawdza się dokładnie przed wysłaniem jakiegokolwiek briefu do producenta.

Tę stronę przetłumaczyła AI z angielskiego oryginału, a terminy prawne sprawdziła w oficjalnym polskim tekście rozporządzenia. Przeczytaj oryginał po angielsku

Czytaj dalej

Więcej o tym, jak zbudować markę kosmetyczną, która przetrwa.